Aktualności

Blog

Happy

Tradycyjna polska gościnność, rozumiana jako... no właśnie, jako co?

Mamy tradycję witania chlebem i solą, dodatkowy talerz na stole wigilijnym. Mamy tez wiele innych tradycyjnych i mniej tradycyjnych zwyczajów czy zachowań. Tymczasem w dobie podziałów na
w zasadzie dwie główne frakcje polityczne, słyszanych i widzianych zachowań ksenofobicznych i "anty..." może warto zastanowić się nad zwrotem tak często używanym, a nie zawsze stosowanym.

Słowo "gościnność" możemy podzielić na dwa: "gość" i "inność". Zatem bycie gościnnym oznacza bycie otwartym na inne: poglądy, sposób widzenia świata itd...

Wartością samą w sobie może być uważne słuchanie i poszerzanie swojej własnej perspektywy na to, jak mają i żyją inni, bez konieczności odnoszenia, porównywania do siebie.

Zdejmując płaszcz oceny, przyjmując choćby na chwilę perspektywę zaciekawionego obserwatora możemy dowiedzieć się wiele. Czasem ta "inność" pomaga nam nabrać perspektywy, wyjść z własnego, utartego już latami toku myślenia, pomaga nam odkryć zupełnie inne rozwiązania.

Jaką "inność" można ugościć?

- zamiast mówić "ci młodsi to są...", "ci starsi to..."; wejdź w ich świat, sprawdź, co on widzi, czuje, słyszy, co mówią jego znajomi, skąd czerpie informacje, jakie są jego bolączki, czego się obawia?

- zamiast oceniać inny dział, że mają łatwiej itd... posłuchaj, z czym oni się mierzą, co im sprawia kłopot, jakie są ich potrzeby w związku z Tobą i Twoim działem

- zamiast przypinać łatkę obcokrajowcom, ludziom o innym wyglądzie niż ten, który Ty masz- sprawdź czego sam oczekujesz i bierzesz jako oczywiste będąc zagranicą; czego Ty chcesz będąc nie
w Polsce?

 

Goszczenie inności to niezwykły trening. I wyzwanie. Jeśli jesteś hurra-optymistą, być może smerf- maruda, którego tak bardzo nie znosisz na zebraniach może być najbardziej troskliwym kolegą, który zabezpieczy Twój projekt przed ryzykiem? Może Twój sąsiad, którego masz za szaleńca, ponieważ jego działka/dom/balkon wygląda zupełnie inaczej niż Twój- może Ciebie czymś zainspirować?

 

Życzymy dobrej gość-inności :)

Happy

Jest niedzielny wieczór. Powoli szykuję się do nadchodzącego tygodnia. Wysyłam na skrzynki firmowe moich klientów korporacyjnych podsumowania, raporty z działań minionego tygodnia itd... Na połowę
z nich dostaję odpowiedź...od razu.

Przyganiał kocioł garnkowi- pomyślałam. Ja też pracuję- piszę i rozsyłam podsumowania i raporty
w niedzielę po zmroku. No i zasady savoir-vivre itd...

Przy najbliższej okazji przyglądam się rzeczywistości "instant", czyli światu szybkiej akcji i reakcji moich klientów i siebie. Oto, co widzę:

- na szkoleniach leżą przed menadżerami/ doradcami średnio po 2 telefony; wyciszone, ale jednak "brzuszkiem do góry"; boje o schowanie telefonu lub usunięcie go z pola widzenia są nieraz zaciekłe;
ci co "muszą" być pod telefonem ostentacyjnie i z dumą nie odbierają, gdy ktoś dzwoni (tymczasem mózgi już są zajęte myśleniem o tym, co się wydarzyło, co on/ona chciała, co poszło nie tak- zanim wrócą na sale minie jakieś 4-5 min)

- praktycznie wszyscy mamy skrzynki mailowe w telefonach, większość z dźwiękiem przychodzących maili. Kto w spokoju ogląda wieczorny film i usłyszy dźwięk maila lub Messengera, ten zwykle nie oprze się pokusie, a tam... czasem dobre wieści,
a czasem złe. I jak wtedy usnąć?

- koleżanka fizjoterapeutka, zajmująca się integracją sensoryczną odwiedza domy rodziców małych dzieci; uczy wiązania chust, masażu itd... Podzieliła się ze mną obserwacją związaną z mnogością bodźców w wielu domach; ciągle migające ekrany telewizorów, dzieci poniżej 3 roku życia uspokajane smartfonami by były cicho, gdy rodzice przyjmują gości...

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Tymczasem w wielu miejscach wprowadza się dobre praktyki:

- na sale zebrań wchodzi się bez telefonu; są one zbierane w koszyczek i usuwane z zasięgu wzroku

- takie same praktyki są już w niektórych restauracjach- za oddanie telefonu do koszyczka dostaje się zniżkę do 15%!

- spotkania 1:1 w wersji pracownik- szef są również w wersji bez telefonu w zasięgu wzroku, po to, by obie strony mogły całkowicie zanurzyć się w kontakt rzeczywisty

- lansowany jest temat: detoks 48h; czyli dwudobowy czas całkowicie bez mediów społecznościowych, wiadomości, migających obrazów telewizora. Telefon- owszem, ale bez funkcji internetu; dreszcz ekscytacji i obaw jest niekiedy większy od dawnych wypraw weekendowych jako harcerze do lasu.

W rozpędzonym świecie migających reklam, kolorowych i pulsujących galerii handlowych, tabletowych wyświetlaczy w samochodach, pośpieszających nas kierowców jadących za nami, pozwólmy sobie
na codzienny bezruch i detoks bodźcowy. Może nie od razu musi to być kapsuła floatingowa, może warto iść na spacer bez telefonu? Albo czekać na windę wpatrując się przed siebie a nie w smartfon?

W organizacjach, w których pracujemy, gorąco zachęcamy do tzw. dwuminutowych zatrzymań. Do tego, by na chwilę zatrzymywać ciało i umysł. Jeśli porównamy nasz umysł do misy z cieczą, to ciecz ta, ciągle poruszana, będzie wiecznie niespokojna, rozfalowana. Warto kilka razy dziennie "uspokoić misę", inaczej obraz naszego życia może być mętny, mało przeźroczysty, a my, zamiast odczuwać więcej spokoju, będziemy rozbudzać niepokój i poczucie wiecznego pośpiechu. Czy po to właśnie żyjemy...?

 

Duet Happy Dealer

 

Happy

Dzisiaj zapraszamy Was do chwili zatrzymania z bajką o motylu, która Nas urzekła.

 

"Gdzieś, kiedyś, żyła sobie pewna kobieta. Miała dobre serce i piękne włosy. Pewnego razu, w samym rogu okna swojego drewnianego domu, kobieta dostrzegła motyli kokon. Bardzo się ucieszyła. Kochała motyle i radowała się, że niebawem kolejny z nich pojawi się na świecie, by cieszyć ludzkie oczy i serca. Każdego dnia rano, zaraz po odmówieniu krótkiego dziękczynienia za to, że nastał nowy dzień, kobieta biegła do okna by sprawdzić, czy motyl już wyszedł z kokonu. Ale dni mijały i nic się nie zmieniało. Kobieta zaczęła się niepokoić. Może motyl umarł w tym kokonie? A może kokon od samego początku był pusty i niepotrzebnie robiła sobie nadzieje? Zrobiło jej się smutno. Delikatnie dotknęła kokonu palcem. Był taki dziwny w dotyku, niepodobny do niczego, co dotykała wcześniej. Westchnęła i zajęła się swoimi sprawami. Zastanawiała się, czy wyrzucić ów kokon, ale w wirze codziennych czynności, zupełnie o nim zapomniała.

 

Kilka dni później, przechodząc koło okna, uchwyciła kątem oka ruch. Kokon drżał lekko i pojawiło się w nim małe pęknięcie. Serce kobiety zatrzymało się na chwilę, a potem zaczęło bić bardzo szybko. Podeszła do okna. Z przejęciem i wzruszeniem obserwowała narodziny pięknego motyla. Trwało do długie minuty, a potem godziny. Pęknięcie powiększało się, aż wreszcie motyl zaczął się przez nie przeciskać. Już prawie połowa jego motylego ciała wydostała się z ciasnego, brzydkiego kokonu. Kobieta cieszyła się. Ale nagle… nagle wszystko ustało. Motyl znieruchomiał, kokon znieruchomiał, a razem z tym cały świat znieruchomiał. Kobieta wstrzymała oddech. Pomyślała, że przeciskanie się przez małą szczelinę w kokonie musi być ogromnie męczące. Biedny motyl, wydawał się u kresu sił. Tak, jakby zrobił tyle ile mógł, dał z siebie wszystko, po czym zaprzestał dalszej walki. Wyglądał tak biednie i mizernie, do połowy wysunięty z kokonu. Kobieta wystraszyła się, że nieszczęśnik gotów umrzeć od tej nierównej walki, a że miała dobre serce, to wzięła malutkie nożyczki i jak najdelikatniej umiała, rozcięła kokon, wyjęła motyla i z czułością położyła go sobie na dłoni. Teraz będzie mu łatwiej.

 

Motyle skrzydełka drżały lekko, mokre, pozwijane, postrzępione. Kobieta czekała cierpliwie, aż zaczną schnąć, prostować się, nabierać barwy. Czekała długie minuty. Ale tak się nie stało. Motyle skrzydła na zawsze pozostały małe i zbyt mizerne, by unieść do słońca jego grube, nieforemne ciało. Całe swoje krótkie życie spędził na ziemi i nigdy nie dowiedział się, jak to jest latać. Biedny motyl, nigdy nie zrozumiał co się stało. Za to kobieta zrozumiała. W swojej dobroci i chęci niesienia pomocy nie zaufała motylowi. Nie pozwoliła mu być sobą. Nie uwierzyła, że czasem zmiana może przebiegać tak, jakby nic się nie działo. Bała się o motyla i chciała mu pomóc… nie pomyślała, że on wcale pomocy nie potrzebuje. Że krzywda mu się nie dzieje. Że, mimo trudu i wysiłku, to był najpiękniejszy moment jego życia, że wszystko było tak, jak być powinno, że motyl miał w sobie wszystko, czego mu było trzeba. Potrzebował tylko zaufania i tego, by kobieta w niego uwierzyła. Ale ona nie miała tej wiary. Nie miała wiary, ze czkanie też jest ważne. Że zmiana, gdy się dzieje, nie zawsze wygląda pięknie. Odebrała motylowi szansę na to, by przeciskając się przez małą szczelinę w kokonie, stał się w pełni sobą.

 

 

Nie poganiaj motyla. Nie przyspieszaj. Po prostu bądź i obserwuj. Zmiana z gąsienicy w pięknego motyla to zmiana ogromna, niemalże niewyobrażalna, magiczna. I długa. Tak długa, że czasem wydaje się, że nic się nie dzieje. Ale zaufaj mu. Po postu bądź, by słowem dodać mu otuchy i świętować ze nim, gdy rozwinie najpiękniejsze na świecie kolorowe skrzydła.

 

Co sobie bierzesz z tej bajki dla siebie? Może czytając tą bajkę pomyślałeś/aś o kimś ze swojego otoczenia kto potrzebuje po prostu bycia obok, a nie pomocy bo zmiana już się dzieje, ale małymi krokami? 

Komu prześlesz dalej tą bajkę?

 

Bycia i towarzyszenia,

Duet Happy Dealer

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Happy

Nad znaczeniem "dzień dobry" zaczęłam zastanawiać się, gdy ktoś odpowiedział mi: "dzień zły"...

 

Codziennie wypowiadamy te słowa kilka- a nawet- w zależności od pracy- do kilkuset razy dziennie. Zwykłe, codzienne przywitanie, zauważenie, a czasem konieczność. Bo przecież niekiedy najgorszą zniewagą jest niezauważenie kogoś lub brak odpowiedzi, zwykle przez przypadek. Wiele "zimnych wojen" sąsiedzkich lub firmowych zaczyna się właśnie od tego, że ktoś komuś nie powiedział, lub nie odpowiedział...

Może warto czasem zastanowić się nad intencją, z jaką wypowiadamy te codzienne słowa. Czy patrzymy komuś w oczy, czy mijamy się zdawkowo rzucając "to" w przestrzeń, patrząc w telefon, czy po prostu pod nogi ;)

To powitanie może być piękną, drobną kroplą sycącego zauważenia, sprawienia, że ktoś naprawdę poczuje się  w polu naszego widzenia. Może to życzenie: "życzę Ci dobrego dnia" jest jednym
z ważniejszych momentów, jakie możemy dać sobie nawzajem?

Ponoć są dwie rzeczy, którymi łatwo, bezwiednie "zarażamy się" od innych: jest nimi ziewanie i... uśmiech. W "dzień dobry" osiągniemy level master dodając uśmiech i wówczas możemy sprawić, że ktoś uśmiechnie się do nas?

Ostatnio kupowałam kawę na stacji. Obsługiwał mnie praktykant, wyglądał naprawdę szczerze; pełen uśmiechu przy przywitaniu, zadziwiająco witając z kontaktem wzrokowym. Mały głask zakupowy, krótka przyjemność a kawa... smakowała od razu lepiej. Oby to utrzymał :)

I obyśmy na co dzień mieli odwagę (?), uważność, oraz chęć w dzieleniu się wspólną sekundą przywitania. Co ciekawe przychodzi mi niekiedy łatwiej mówienie "dzień dobry" w innych krajach nieznajomym w szatni fitnessklubu, wejściu do windy, niż we własnym kraju. Można by pochylić się tu nad analizą, można też wziąć się świadomie za rozdawanie dobrego życzenia innym, gdziekolwiek się jest. Ponoć to i tak wraca. Nawet nie ponoć :)

Zatem- dobrego dnia i ... do przeczytania <3

Happy

XXI wiek. Często zapracowani, "sfejsowani",po czterech godzinach snu biegniemy jeszcze na siłownię
lub basen, albo na wieczorne truchty. W końcu- dbamy o zdrowie.

Zapytani o to, w jaki sposób dbamy o siebie- z dumą opowiadamy o zmianach nawyków żywieniowych, ruchu, czasem dobrych suplementach. Magiczna witamina D w porządnych dawkach też robi swoje. Serce rośnie. I jednocześnie warto pamiętać, że zdrowie w ujęciu pełnym to także inne aspekty, że oprócz super wydajnego układu krążenia, sprawnego aparatu ruchu mamy także 3 dodatkowe "ogrody" 
do zadbania. Poniżej opis czterech obszarów wartych dbania w ujęciu pełnego zdrowia człowieka.

Ogród nr 1- ciało, czyli zdrowie fizyczne

Światowa Organizacja Zdrowia bije na alarm- jednym z największych zabójców jest... fotel. Dawka ruchu potrzebna w profilaktyce zdrowia to 20 minut 5 razy w tygodniu w takim tempie, żeby była zadyszka,
ale nadal można było trochę rozmawiać. Dla jednego będzie to szybki spacer, dla drugiego bieg niczym struś pędziwiatr- zależy od ciała. Oczywiście trenerzy podpowiedzą co i jak najlepiej dla konkretnego człowieka. Oczywiście sposobów na dbanie o ciało mamy mnóstwo; zdrowe odżywianie, ograniczenie cukrów itd...- w każda gazeta tym tętni, przynajmniej w reklamach, tymczasem warto zachować konsekwencje w systemie 5 razy w tygodniu po 20 minut ruchu. I myśleć o ciele przynajmniej jak o bardzo dobrym, ulubionym samochodzie. Jak jedziemy w dłuższą trasę, to musimy regularnie tankować, bez paliwa (najlepiej dobrego) nie pojedziemy. Tymczasem z naszymi posiłkami bywa tak, że "jedziemy" przez cały dzień na pustym baku, by wieczorem... ech ;)

Ogród nr 2- serce i umysł

Drugi obszar zdrowia to emocje i procesy poznawcze. I tu pojawia się temat, którego mniej widać, zbadać też nie jest tak oczywiste jak ciało. Jak dbam o moje życie emocjonalne? Czy moje emocje są adekwatne do tego, co dzieje się we mnie i w moim otoczeniu, czy może ulegam silnemu stresowi psychologicznemu np. antycypując najgorsze, wyobrażając sobie niefortunne scenariusze. Ile daję sobie czasu i uwagi
na przyjrzenie się swoim odczuciom, czy może wolę je zagłuszyć filmem, grą, sportem, jedzeniem itd...? Jak wyrażam swoje potrzeby, czy w ogóle je wyrażam? Czy potrafię sięgnąć po pomoc? Czy jestem gotów dbać o swoją jakość życia także poprzez wsparcie specjalisty, np. psychoterapeuty, jeśli zajdzie taka potrzeba?

Dodatkowo warto zatroszczyć się niekiedy o zmniejszenie ilości bodźców; nasze procesy uwagi są jak mięsień, również się męczą. "Multitasking" jest raczej męczący i ryzykowny, złota rada "jedna rzecz naraz" wydaje się być całkiem dorzeczna. Może zamiast przeglądania wiadomości i oglądania YT lepsze korzyści odniesiemy poprzez witaminę N, czyli Naturę? Albo ciszę? Osoby medytujące przez ok. 15 minut dziennie osiągają dużo lepsze wyniki w testach na koncentrację, szybciej wykonują ćwiczenia wymagające skupienia.

Ogród nr 3- kontakty społeczne

Zmniejsza się liczba rodzin wielopokoleniowych, coraz większa liczba nas wyprowadza się do innego miasta czy kraju celem podjęcia pracy. Stare przyjaźnie czy więzy rodzinne rozluźniają się. A człowiek, jako istota społeczna, potrzebuje "stada". Badania pokazują, że osoba, która ma w pracy najlepszego kolegę/koleżankę, jest bardziej zadowolona z pracy, rzadziej też chce ją zmieniać. Rytualne "wyjście
na pizzę" z kolegami ma większe znaczenie, niż nam się może wydawać. Warto zatem angażować
się w kontakty społeczne, lokalne, zawodowe, odświeżać stare przyjaźnie, otwierać się na nowe. Zwłaszcza, że w sytuacji trudniejszej to właśnie jest nasz kapitał wsparcia.

Ogród nr 4- duchowość

Temat duchowości jest bardzo pojemny. Rozumiany jest jako ogólne poczucie sensu istnienia. Może być upatrywany w religii, filozofii, czy w znaczeniu bardziej przyziemnym. Tu w grę wchodzą pytania
m.in. o to po co jesteśmy na ziemi, jaki wkład wnosimy w ludzkość. Dla jednych jest to chęć ratowania ludzkości poprzez nowe odkrycia z dziedziny bioinżynierii, dla drugich- wywoływanie uśmiechu na buzi dziecka czy dbanie o recyckling z poziomu własnego gospodarstwa domowego w trosce o przyszłe pokolenia.

Kim jestem? Co jest dla mnie najważniejsze? Po co tu jestem, jaką mam misję życiową? Te i inne pytania nachodzą nas często w średniej dorosłości.

 

Zdrowie w ujęciu czterech wymiarów, czy, metaforycznie rzecz ujmując czterech równo zadbanych ogrodów propagowane jest już od dawna. Pytanie na dziś- który z naszych ogrodów jest żyzny, kwitnący
i barwny, który nam podsycha, a w którym susza lub chwasty? A może wszystkie w rozkwicie?

Do czego czujesz się zainspirowany/ a po przeczytaniu tego tekstu?

Wszystkiego kwitnącego Ogrodniku :)

Najnowsze wiadomości

logo-footer.png
"Szczęście nie jest rezultatem sukcesu, jest jego prekursorem"
Napisz do nas: hello@happydealer.pl
© 2019, iRdis Creative Solutions

Search